Na przejrzystych zasadach
Panie Premierze, przywiązuje się dzisiaj dużą wagę do innowacji jako czynnika stymulującego wzrost gospodarczy i rozwój cywilizacyjny. Czym, w Pana opinii, jest innowacyjność? Jaką rolę powinna odegrać w polskiej gospodarce?
Dyskusja o nowoczesnych technologiach bywa zawężana do sfery produkcji przemysłowej, a tymczasem o pozycji w globalnej gospodarce decydują często innowacyjne usługi. I to właśnie one mogą stać się źródłem naszej przewagi konkurencyjnej. Możliwe, że inwestycje w tym obszarze okażą się dla nas lepszą taktyką niż koncentracja na innowacjach technicznych. Oczywiście o tych drugich nie należy zapominać, ponieważ stanowią one bazę dla rozwoju przemysłu i gospodarki.
Europa i Polska mają szansę osiągnąć przewagę innowacyjną, jeśli będą zmierzać w kierunku swobodnej wymiany myśli naukowej i technicznej. Zjawisko open source pokazuje, że nieskrępowana wymiana pomysłów i idei może budować znacznie większy potencjał społeczny, ekonomiczny i intelektualny niż izolacja i ochrona osiągnięć.
Koncentrując się na tworzeniu innowacji, nie możemy zapominać o wdrażaniu gotowych technologii. W dziedzinach, w których mamy duży dystans do nadrobienia, nie powinniśmy wzbraniać się przed wykorzystaniem już istniejących, sprawdzonych rozwiązań. Pozwoliłoby to nam przeskoczyć kilka etapów rozwoju i szybko dogonić światową czołówkę. Na implementację własnych wyników badań i patentów możemy pozwolić sobie w obszarach, gdzie nasz przemysł lub usługi są już mocno zaawansowane.
Jednym z podstawowych wskaźników innowacyjności jest wysokość nakładów na badania i rozwój. U nas nie jest z tym najlepiej. Przeznaczamy na te cele niewielkie kwoty, mamy też niekorzystną strukturę tych nakładów - niewiele środków pochodzi z sektora prywatnego...
Mało efektywna współpraca sektora badawczego z gospodarką i zbyt mały udział firm we wdrażaniu wyników badań naukowych to nie tylko polska bolączka, ale problem całej Europy. Inaczej jest w Stanach Zjednoczonych, gdzie bardziej niż u nas docenia się twórcze pomysły, nawet jeśli ich realizacja niesie ze sobą ryzyko. Przepływ wiedzy do firm jest tam naturalny, przedsiębiorcy nie muszą być skłaniani do wdrożeń. Fin, Linus Torvalds, który zasłynął jako twórca Linuxa, teraz pracuje w amerykańskiej korporacji. Natomiast Europa w pocie czoła realizuje kolejne strategie badawczo-rozwojowe, próbując zaszczepić postawy, które za oceanem są już tradycją.
Nie jest jednak tak źle, jakby wynikało z powierzchownych obserwacji. Polskie firmy coraz częściej zdają sobie sprawę ze znaczenia innowacji, a nasze uniwersytety coraz chętniej nawiązują z nimi współpracę. Przykładem może być chociażby kooperacja Lotosu z Politechniką Gdańską i Akademią Górniczo-Hutniczą. Jej efektem mogą być nowatorskie rozwiązania technologiczne w dziedzinie wydobycia i przerobu ropy naftowej oraz gazu. W najbliższych latach powodzenie takich projektów może zwiększyć możliwość dofinansowania z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. Przewidzieliśmy w nim 850 mln euro m.in. na wdrożenia w polskich firmach efektów prac badawczo-rozwojowych.
Trudno rozwijać gospodarkę bez udziału przedsiębiorców. Jak ocenia Pan Premier znaczenie samorządu gospodarczego w Polsce? Czy przedstawiciele biznesu mają wystarczająco mocną reprezentację, pozwalającą na pełnoprawny udział środowisk gospodarczych w dyskusji o kształcie przyszłych rozwiązań?
Na poziomie krajowym istnieją cztery organizacje reprezentujące środowisko gospodarcze: Konfederacja Pracodawców Polskich, Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan, Związek Rzemiosła Polskiego i Business Center Club. Brak jednolitego, ogólnopolskiego samorządu gospodarczego stanowi w niektórych sytuacjach przeszkodę w kontaktach ze środowiskiem przedsiębiorców. Promyk nadziei pojawił się wraz z Kongresem Przedsiębiorczości, ruchem zainaugurowanym na początku tego roku w Warszawie, jako reakcja środowisk przedsiębiorców na sytuację polityczną i dotychczasowy sposób funkcjonowania instytucji państwowych. Aktywny samorząd gospodarczy jest potrzebny nie tylko do budowania lepszych perspektyw dla przedsiębiorczości i gospodarki, ale także do promowania Polski za granicą. W krajach rozwiniętych to właśnie organizacje środowisk przedsiębiorców mają dominujący wpływ na promocję eksportu i współpracy gospodarczej.
Współpracy administracji z biznesem miała sprzyjać ustawa o Partnerstwie Publiczno-Prywatnym. Do tej formy współpracy niechętnie jednak sięgają dzisiaj zarówno przedsiębiorcy, jak i urzędnicy. Na przeszkodzie stoi nieufność do proponowanych rozwiązań i strach przed czwartym "p", czyli... prokuratorem. Czy mimo tego, widzi Pan Premier możliwości wykorzystania formuły PPP do ożywienia współpracy sektora publicznego z prywatnym?
Brak jasno określonych zasad współpracy samorządów z przedsiębiorcami przy realizacji zadań publicznych powodował, że niektóre przetargi znajdowały swój finał w prokuraturze. Aby to zmienić, niezbędne są bezpieczne ramy prawne współpracy samorządów z przedsiębiorcami oraz wypromowanie powszechnie akceptowanych standardów w tym zakresie. Jednak dotychczasowa ustawa usztywniła tę formułę gorsetem nadmiernych regulacji i narzuciła na strony partnerstwa niewykonalne wręcz obowiązki. W efekcie nie powstała żadna inwestycja w oparciu o te przepisy. Wyeliminowaliśmy je w nowej ustawie. Zastosowaliśmy w niej także sprawdzone rozwiązania prawne i zadbaliśmy o możliwość finansowania tego rodzaju przedsięwzięć z funduszy unijnych. Rozpowszechnienie PPP jest dla nas szansą na szybszy rozwój gospodarczy m.in. dzięki usprawnieniu realizacji strategicznych projektów infrastrukturalnych. Dowodzą tego doświadczenia wielu krajów. Przykładowo Brytyjczycy realizują w ten sposób 10-15% wszystkich inwestycji publicznych.
Od kilku lat pojawiają się pomysły wykorzystania doświadczeń z biznesu w sektorze publicznym. Na naszej tegorocznej konferencji "Państwo w mikro- i makroskali" mówiliśmy m.in. o idei New Public Management. Jakie widzi Pan Premier możliwości wykorzystania takich rozwiązań w organizacji pracy instytucji naszego państwa?
Ministerstwo Gospodarki, jako pierwszy urząd administracji publicznej w Polsce, nie tylko określiło obszary poprawy wydajności funkcjonowania, ale również wdrożyło nowoczesny instrument zarządzania jakością. Przyjęliśmy zasadę, że dla rutynowych, powtarzalnych czynności, wprowadziliśmy zarządzanie oparte na doświadczeniach quality management. Mamy jasno opisane procedury, które pozwalają pracownikom obsługiwać podobne przypadki według tych samych zasad. W tych sytuacjach nadmiar formalizmu jest zaletą. W odniesieniu do spraw jednostkowych przyjęliśmy zaś metodę zarządzania projektami. Zasady i reguły zostały opracowane na użytek resortu gospodarki, ale udostępniliśmy je w Internecie jako otwarty standard do wykorzystania w administracji.
Trwa dyskusja o perspektywach rozwoju e-administracji w Polsce. Niektórzy uważają, że na przeszkodzie stoi wprowadzony ustawowo obowiązek stosowania kwalifikowanego podpisu elektronicznego w kontaktach z urzędem. Są samorządy, które na potrzeby załatwiania spraw na swoim terenie wystawiają własny, niekwalifikowany e-podpis. Jak zapatruje się Pan Premier na możliwości i warunki wykorzystania podpisu i dokumentu elektronicznego w administracji publicznej?
Zrobiliśmy ostatnio duży krok w kierunku informatyzacji instytucji państwowych. Od 1 maja br. urzędy administracji publicznej mają obowiązek przyjmować wnioski i dokumenty podpisane bezpiecznym e-podpisem. Od strony technicznej realizację tego umożliwia m.in. Elektroniczna Platforma Usług Administracji Publicznej ePUAP. Urzędy korzystają również z Elektronicznych Skrzynek Podawczych (ESP). Nie oznacza to oczywiście, że administracja jest już gotowa do przejścia w całości na elektroniczny obieg dokumentów, ale sytuacja wyraźnie się poprawia. Myślę, że jeszcze przez długi czas będziemy pracowali w systemie, w którym dokumenty będą miały formę elektroniczną i papierową.
Moim zdaniem, największą przeszkodą w upowszechnianiu podpisu elektronicznego jest niska świadomość na temat korzyści płynących z elektronicznych usług. Przykładowo aż 92% przedsiębiorców deklaruje, że ma dostęp do Internetu, a mimo to tylko 9% z nich prowadzi sprzedaż drogą elektroniczną. To zaledwie 60% średniej unijnej. Musimy propagować wiedzę na ten temat i rozszerzać wachlarz e-usług świadczonych przez urzędy. Pomoże w tym z pewnością przygotowywana nowa ustawa o e-podpisie.
Rozmawiali Andrzej Gontarz i Sławomir Kosieliński
Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0, z wyjątkiem przypadków gdy zastrzeżono inaczej.
Plac Trzech Krzyży 3/5, 00-507 Warszawa, tel.:(22) 693 50 00 email:mg@mg.gov.pl













