Ostatnia aktualizacja: 2010-07-20

O rynku energii - Bez rewolucji

Do udostępnienia poniższych tekstów nie stosuje się zasad licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0.

Konsolidacja firm energetycznych, w tym szczególna siła PGE sprawiła, że polski rynek energii został niemal zmonopolizowany. Czy rząd ma pomysł na przywrócenie tu konkurencji?

Znamy rynki w Europie, które są dużo bardziej zmonopolizowane niż polski. Przy tworzeniu grup pionowo zintegrowanych liczono przecież wskaźniki koncentracji. Nie można upatrywać przyczyn wzrostu cen energii wyłącznie w strukturze organizacyjnej. Złożyło się na to bardzo wiele czynników. Oceńmy sprawiedliwie, co się w ostatnich latach w energetyce działo. Otóż ceny były sztucznie utrzymywane na poziomie, który nie pozwalał na odtworzenie majątku. Trwało to stanowczo za długo. Kiedy zaczęła postępować liberalizacja rynków i uwalniano kolejne ceny, naturalną sytuacją było, że branża i management odpowiedzialny za jej rozwój, starał się wykreować ceny, które ujęte w biznesplanach, dawały środki na odtwarzanie choć części mocy. Niewątpliwie poziom cen zdeterminowany jest właśnie tym, że przez wiele lat były one blokowane, a ich poziom daleki od poziomu pozwalającego na odtworzenie mocy. Na to oczywiście nałożyła się kwestia pionowo zintegrowanych firm energetycznych, która – co tu ukrywać – sprzyja…

…monopolizacji rynku.

Może nie monopolizacji, ale sprawia, że siła firm energetycznych jest dużo większa niż w sytuacji, kiedy byłyby rozproszone. Kryzys szczególnie uwydatnił problem cen. W czasie rozkwitu gospodarki ból byłby mniejszy, a szok cenowy słabszy. Aktualnie nie jest to dobry moment na podwyżki cen. Równie oczywiste jest jednak, że ów wzrost cen energii nie jest jedynym powodem problemów, na jakie obecnie skarżą się przedsiębiorstwa.

Co zamierza w tej sytuacji zrobić rząd, aby przywrócić elementy konkurencji na rynku energii?

Rada Ministrów proceduje aktualnie nad nowelizacją Prawa energetycznego, która zakłada między innymi zwiększenie uprawnień regulacyjnych prezesa URE.
W przypadku zagrożenia działaniami nierynkowymi, prezes URE, najogólniej rzecz biorąc, mógłby wpływać na ceny danego przedsiębiorstwa ograniczając ich poziom.

Czy rozważa się jednak przywrócenie niezależności prezesa URE? Do niedawna podlegał wprost premierowi, a obecnie Ministerstwu Gospodarki. To nie sprzyja podejmowaniu samodzielnych decyzji.

Proszę mi wobec tego wskazać choć jedno działanie Ministerstwa Gospodarki wpływające na zmniejszenie niezależności prezesa URE.

Trzeba byłoby zapytać o to samego prezesa URE. Chodzi jednak o zasadę, o wyeliminowanie nawet potencjalnej możliwości wpływania przez ministra na prezesa URE.

Proszę więc spytać.
Proszę dokładnie przeczytać przepisy prawa energetycznego. Zapisane jest w nich, że URE realizuje politykę gospodarczą kraju w zakresie spraw dotyczących regulacji gospodarki paliwami i energią oraz promowania konkurencji. Uważamy, że powinien ją realizować, bo działa w określonych realiach polityki gospodarczej i w ramach określonego prawa. Nie ma w Polsce instytucji, która mogłaby działać ponad prawem. Ponadto uprawnienia ministra gospodarki w stosunku do URE są bardzo ograniczone.

Jakimi sposobami, poza wymienionymi przez Panią, rząd chce przywrócić działania rynku?

Poprzez sprzedaż części energii przez giełdę energii.

Powiedzmy od razu, że jest to bardzo dyskusyjny sposób, skoro konkurencja jest ograniczona.

Na rynku z dwoma silnymi podmiotami, a trzecim bardzo silnym – a myślę tu o PGE – skierowanie obrotu przez giełdę w celu uzyskania ceny referencyjnej to rzecz pierwszoplanowa. Wszyscy zgadzają się, że powinny pojawić się impulsy, które tę giełdę uaktywnią.

Chodziłoby o impulsy rynkowe?

Tak, rynkowe, ale umówmy się, że gdyby giełda przedstawiła bardziej zróżnicowaną ofertę wobec wszystkich uczestników rynku energetycznego, to pewnie nie musielibyśmy sięgać po przymus, po ustawy nakazujące tym podmiotom handlować przez giełdę.

Gdyby działał rynek i konkurencja, nie trzeba byłoby zmuszać do giełdy.

Problemem giełdy jest jej zbyt tradycyjna oferta. Nie ma elastycznych ofert, nie ma ofert czasowych, nie ma kontraktów typu futures. Słowem – jest bardzo ograniczona. Może dlatego wydaje się nieatrakcyjna.
Zgadzam się, że dobrze byłoby, żeby przez giełdę szło na tyle dużo transakcji, aby potrafiły wyznaczyć cenę referencyjną dla innych transakcji. Pamiętajmy jednak, że nie ma na świecie kraju, w którym 100 procent energii sprzedawane byłoby przez giełdę. Tam, gdzie znaczna część energii sprzedawana jest na giełdzie, pełni ona również funkcję rynku bilansującego. U nas nie ma takiej struktury. Rynek bilansujący prowadzi operator sieci przesyłowej, on odpowiada za bilansowanie popytu z podażą w każdej minucie.
Zwolennikom stuprocentowego obrotu przez giełdę zadałam pytanie: co stanie się, kiedy transakcje nie zostaną zawarte, bo oferty się „nie spotkały”? Ktoś odpowiedział, że transakcje zawarte zostaną w innym czasie. Oczywiście, ale prąd musi płynąć już dzisiaj. Dlatego potrzebny jest nam rynek bilansujący, aby zapewnić możliwość zakupu energii. Cena, jaka obowiązuje na rynku bilansującym, jest ceną marginalną. Przy dużym obrocie skierowanym na rynek bilansujący, cena energii nie będzie spadać, lecz przeciwnie – będzie rosnąć. Dlatego w rządowym projekcie zmiany ustawy o prawie energetycznym, wprowadziliśmy stopniowe dochodzenie do coraz większego wolumenu sprzedaży przez giełdę. Proponujemy, aby już w pierwszym roku funkcjonowania tego prawa, a więc w 2010, przez giełdę przeszło około 40 procent energii, a więc dziesięć razy więcej niż obecnie. Czy musimy od razu robić rewolucję i kierować na nią sto procent energii, jeśli nie wiemy jeszcze, jak to będzie funkcjonować?

A co z innymi platformami, jak na przykład POEE?

Nie określamy rodzaju platformy. Mówimy ogólnie, że sprzedajemy energię przez giełdy, a więc także POEE, która także ma szanse rozwoju.

Wciąż jednak pozostaje obawa, że konkurować będą ze sobą cztery skonsolidowane grupy, w tym jedna największa, która i tak domyka bilans i będzie dyktowała ceny. Czy nie obawia się Pani tego?

Przy stuprocentowym obrocie energią przez giełdę, właśnie tego się boję. Jednak wbrew pozorom, uczestników obrotu na giełdzie nie jest tak mało. Energa ma moce wytwórcze, ma je ENEA, ma je Tauron, EDF, Vattenfall i tak dalej, więc nie przesadzajmy. Nie jest tak, że prezesi spotkają się
i ustalają sobie cenę. Gdyby się coś takiego im udowodniło, byłaby to oczywiście karalna zmowa cenowa i wszyscy
o tym wiedzą. Niewątpliwie łatwiej jest coś ustalić pomiędzy na przykład sześcioma wytwórcami, niż między kilkudziesięcioma. Jeżeli zakładamy, że połowa uczestników zachowa się w sposób rynkowy i sprzeda po cenie X, a cała reszta w wyniku ustaleń…

…w wyniku zmowy cenowej, nie bójmy się tego określenia.

W wyniku ustaleń podniesie ceny – byłoby to piękne „wyłożenie się” wobec URE i UOKiK, które zarzucą im zachowanie nierynkowe. A więc nie przesadzajmy z zagrożeniami.

Jednak bez PGE nie zamknie się bilansu, wobec tego PGE może dyktować ceny.

Mniej obawiam się tej sytuacji ze stuprocentową giełdą niż bez niej. Bo przy stuprocentowym obrocie przez giełdę i przy tak silnym graczu jak PGE, jest ona bardzo łatwa do zmanipulowania.

Czy rząd bierze pod uwagę możliwość odsprzedaży części aktywów wytwórczych PGE, aby zmniejszyć groźbę dominacji na rynku, co postulują naukowcy?

Nie znam takich zamierzeń. Oczywiście, już przy tworzeniu pionowo skonsolidowanych grup energetycznych odbywała się burzliwa dyskusja na ten temat. Popatrzmy jednak na problem z innego punktu widzenia. Nie jestem pewna, czy należy podzielić PGE. We Francji na przykład działa jeden podmiot i nikt nie dyskutuje, czy jest zbyt silny.

Francja to dość szczególny przypadek. Natomiast w Wielkiej Brytanii sprzedano część akcji National Power, bo firma miała pozycję dominującą.

Przed podziałem National Power też funkcjonowały tylko trzy firmy, o ile sobie dobrze przypominam. Obawiam się, że wszystkie te wątpliwości świadczą o przeroście formy nad treścią. Mówi się, że firma jest zbyt silna. W czym ta jej siła się ma przejawiać? Oczywiście w zbyt wysokiej cenie energii. Stwórzmy więc instrumenty, które ograniczałyby możliwość kontraktowania po zbyt wysokich cenach. Dlatego właśnie chcemy dać URE większą możliwość ingerencji. Nie burzmy utworzonych struktur tylko po to, aby były słabe, bo wtedy już na sto procent w energetyce nic się nie wybuduje. Chodzi nam wszystkim o to, aby ceny nie rosły nadmiernie, więc jeśli regulator dostanie skuteczne instrumenty, łącznie z dotkliwym ukaraniem, to nie będzie problemu. Można się będzie obawiać nadużywania władzy przez regulatora. Dlatego chcemy, aby Ministerstwo Gospodarki określiło zasady ustalania cen.

Pozostawiając taką strukturę rynku jak jest obecnie, niwelujemy siłę rynku energii. Musimy liczyć na ingerencje regulatora.

Tylko wtedy, gdy firmy energetyczne będą nadużywały swej siły.

Przejdźmy do kwestii nowych technologii. Obecnie rachunek kosztów jest zaburzony. Mówi się, że nowe technologie, w tym odnawialne źródła energii, są drogie. Nikt dzisiaj nie liczy tymczasem tzw. kosztów zewnętrznych, zwanych też społecznymi. Czy ministerstwo pracuje nad koncepcją kosztów referencyjnych, które uwzględniałyby np. koszty, jakie ponosi choćby środowisko?

Jak ministerstwo ma ustalać koszty referencyjne? Mamy wrócić do taryfowania?
Każda technologia wytwarzania energii obroni się, jeśli będzie konkurencyjna wobec tradycyjnych. Ingerencja ministerstwa czy administracji państwowej w rozwój nowych technologii, musi odbywać się w ramach dopuszczalnej pomocy publicznej. Można skorzystać z preferencji na wysokosprawne wytwarzanie w kogeneracji, OZE i tak dalej. O jakie koszty referencyjne i zewnętrzne miałoby chodzić? Jeśli mówimy np. o kosztach związanych z oddziaływaniem na środowisko, to dla takich technologii są określone preferencje
- poprzez system certyfikatów, obowiązkowy zakup, obowiązek odbioru itd. Innej drogi nie ma.

Czy widzi Pani szansę na upowszechnienie się nowych, czystych technologii? Myślimy tu o czystych technologiach węglowych, o CCS – czyli zatłaczaniu dwutlenku węgla, o źródłach odnawialnych, o biogazowniach czy rolnictwie energetycznym.

Trzymamy kciuki za to, żeby co najmniej dwie nasze firmy, które chcą zastosować czyste technologie węglowe, otrzymały znaczące unijne środki na instalacje demonstracyjne. Liczymy na to, że znajdą się na liście projektów flagowych UE. Zdajemy sobie sprawę z konieczności odbudowy polskiej energetyki w możliwie najczystszych, komercyjnie dostępnych technologiach węglowych
Trzymam kciuki za technologie CCS, żeby wyszły z laboratoriów i dały się zastosować w praktyce po rozsądnych kosztach. Obecnie bada się struktury geologiczne, w które można wtłoczyć dwutlenek węgla. Liczymy też na rozsądek decyzji Unii Europejskiej.

Przygotowujemy się także do energetyki jądrowej.

Oczywiście, trzeba intensyfikować działania, aby data 2020 r. lub niewiele później była realna.

Widzi Pani możliwości rozwoju odnawialnych źródeł energii?

W programie energetycznym założyliśmy, że wypełnimy wymagania unijne dotyczące udziału procentowego OZE. Do tej pory najszybciej rośnie udział energii wiatrowej. Przy czym przyznam, że tempo przyrostu wniosków na nowe farmy wiatrowe jest szokujące. Okazuje się, że zgłoszono już 68 tysięcy megawatów energii wiatrowej. To jest oczywiście nierealne. Skala energii wiatrowej musi być rozsądna.
Wielkie nadzieje daje rolnictwo energetyczne. Uważam, że program budowy biogazowni jest bardzo dobrym pomysłem. Będzie to energetyka rozproszona, która nie wymaga budowy linii przesyłowych. Niewątpliwie będzie to czysta energia, najkorzystniejsza dla środowiska. Także z punktu widzenia samorządów terytorialnych to koncepcja, która powinna być ze wszech miar popierana. Przewidujemy wszelkie możliwe wsparcie budowy biogazowni.

Rozproszona energetyka odciąży zapewne sieci przesyłowe, których stan można określić jako fatalny.

Rozproszona energetyka odciąży raczej sieć dystrybucyjną. Ale generalnie stan sieci tak można w większości przypadków określić. Widzimy więc, że w energetyce jest mnóstwo do zrobienia, a to niestety sporo kosztuje.
Nie możemy więc uciec od tematu poziomu cen, pozwalających na znaczące inwestycje w energetyce.
I tym sposobem koło się zamyka i wracamy do pierwszego pytania.

Z podsekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki, Joanną Strzelec-Łobodzińską,
rozmawiał Andrzej Igras

Copyright © Energetyka Cieplna i Zawodowa